cookies

 

Serwis internetowy swiatkotow.pl używa plików cookies.

Korzystając ze strony internetowej www.swiatkotow.pl wyrażasz zgodę na używanie plików cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Rozmiar tekstu: A+ A-
08.04.2015 Autor: Kocie Sprawy

Weterynarz bez granic

Tagi: kocie sprawy
Kategoria: Ciekawostki
Lekarz weterynarii Grzegorz Pełka od półtora roku pracuje w krajach Azji Południowo-Wschodniej.
Weterynarz bez granic Weterynarz bez granic

Jest autorem bloga, na którym wiele miejsca prócz innych zwierząt zajmują także koci pacjenci:
http://worldwidevet.blogspot.com. Warto tam zajrzeć, bo nasz rozmówca, gdy nie pracuje, zwiedza świat i fotografuje.

Zdjęcia: Z archiwum Grzegorza Pełki

Powiedz nam, gdzie teraz jesteś?
Po miesięcznym „urlopie” w Indonezji wróciłem do malezyjskiego stanu Sabah na samej górze Borneo.

Co cię skłoniło do wyjazdu do Azji?
Odpowiedź będzie chyba standardowa. Zawsze marzyłem o podróżach. Od małego śniłem o dalekich krajach, godzinami siedziałem przed telewizorem, oglądając Animal Planet czy National Geographic – „Świat jest jak wielka księga – kto nie podróżuje, ten czyta jakby tylko jedną stronę”.
A dlaczego Azja? Trochę z przypadku. Rok przed wyjazdem poznałem dziewczynę z Malezji, studentkę weterynarii, która później bardzo mi pomogła. Natknąłem się również na rozpaczliwą prośbę o pomoc małej organizacji z Tajlandii – jak się skończyła moja z nimi „przygoda”, możecie przeczytać na blogu.
Azję traktuję poniekąd jako początek mojej podróży. Jako jej start. Chciałbym zwiedzić cały świat, więc czemu by nie zacząć od Azji?!

Jakie widzisz różnice w pracy weterynarza w Polsce i w Azji?
To dwa zupełnie różne światy. Dwie inne planety. Polska to Europa, zachodnia cywilizacja. Struktura społeczna, jak i podejście do życia takie, w jakich się wychowałem i które traktuję jako coś naturalnego. Po przyjeździe do Azji prędzej czy później następuje zjawisko „szoku kulturowego”.
Nagle okazuje się, że głęboko zakorzenione w twojej podświadomości wzorce nie mają żadnej racji bytu w rzeczywistości cię otaczającej. To samo tyczy się pracy lekarza weterynarii, podejścia do zwierząt i ich dobrostanu.
Daleka Azja to kraina kontrastów. Tego samego dnia widzisz przerażającą biedę, okrucieństwowobec zwierząt oraz panią na zakupach z yorkiem, szukającą dla niego nowej sukieneczki.Świadomość społeczeństwa o dobrostanie zwierząt jest przerażająco niska. Jeśli zwierzę jest chore, po prostu się je wyrzuca albo czeka, aż padnie. Zwierzę ma albo pracować (pilnować domu, łapać myszy), albo stanowić zabawkę (ów york w torebce). Niewiele osób widzi w zwierzęciu istotę żywą, czującą. Do tego dochodzą czysto medyczne aspekty – cała masa chorób egzotycznych, pasożytów, przypadłości nigdy w Polsce niespotykanych. Praca jest więc bardzo, bardzo wymagająca.

Miałam okazję być w tych samych miejscach, w których byłeś i ty. Zauważyłam, że w Tajlandii jest sporo małych lecznic weterynaryjnych. Czy Tajowie przywiązują dużą wagę do leczenia zwierząt?
Tak jak już wspomniałem, są grupy osób traktujące zwierzęta na podobnym poziomie, jak my, grupy osób – szczególnie na wsi – dla których pies to narzędzie, a kot to zabawka, oraz te, szczególnie w dużych miastach, które wydają fortunę na swoje zwierzaki. Kiedyś tego samego dnia przyszła do mnie na przykład klientka z kotem, który miał ogromną, ropiejącą ranę. Trzeba tygodni, aby doprowadzić go do takiego stanu. Na pytanie, kiedy to się stało, usłyszałem standardowo: dwa–trzy dni temu. Natomiast po południu pojawił się inny klient, z trzema szczeniakami. Pan zapragnął zabrać pieski ze sobą do Hong-Kongu. Wynajął nawet specjalnie dla nich prywatny odrzutowiec, aby miały komfortową podróż.

Jaki jest stosunek mieszkańców Azji do kotów?
To temat rzeka. Azja to mix kulturowy, mix religijny. Jedni uwielbia ją koty, traktują je jak członków rodziny, dla innych czarny kot to zły omen. Jeszcze inni uważają, że wszystkie zwierzęta to podistoty, które można zabijać dla przyjemności.Wiele osób ma bardzo przedmiotowe podejście do kotów. Kotek ma być ładny, nie szczęśliwy. Do dziś pamiętam argumentację pewnego pana z Koh Lanty, dlaczego nie chce wysterylizować swoich kotek – otóż on bardzo lubi małe kociaki, ale mu szybko umierają (koci katar, niedożywienie, zarobaczenie), więc jego kotki muszą rodzić dużo nowych dzieci, ku uciesze tego pana... Czasem brakuje mi słów.Wyjątkowo bolesne jest podejście tego typu „miłośników” zwierząt do czworonogów...Niestety sporo takich osób angażuje się w działalność charytatywną. Bardzo wiele różnych organizacji SPCA w Azji Południowo-Wschodniej, które same powinny stać się obiektem interwencji...

Na co najczęściej cierpią Twoi mruczący pacjenci?
Króluje koci katar. Szczególnie, gdy się rodzą kocięta. Opiekunowie nie szczepią swoich zwierząt, bo i po co. Zarobaczenie to również bardzo powszechny problem. Nie brakuje niestety i poważniejszych z nich
– panleukopenia, co jakiś czas przypadek FIP (kociej białaczki nie mamy tu nawet jak zdiagnozować). Zdarza się też sporo kotów rannych. Bardzo powszechna jest muszyca. Wyobraźcie sobie – paskudne białe larwy wypadające stadami z biednego kota, smród na cały gabinet, a opiekunka „nic niepokojącego nie zauważyła”...Na szczęście z naszą pomocą zwierzaki bardzo szybko radzą sobie z niechcianymi gośćmi i rany goją się szybko.

Czy jakiś koci pacjent zapadł ci szczególnie w pamięć?
Pamiętam jedną historię, która nadaje się do Archiwum X. Jeszcze w Tajlandii miałem tajemniczego kociego pacjenta. Młody kotek, strasznie słaby, opiekun standardowo nic nie wie. Kotek na wpół żywy. Po kilku dniach hospitalizacji jego stan był krytyczny, zapadł w śpiączkę. Podejrzewałem zatrucie. Ale jakie? Czym?... Zapadła decyzja o uśpieniu... Wieczorem podałem dożylnie odmierzoną dawkę leku. Poszedłem spać.Rano witają mnie inni wolontariusze, gratulując, że w cudowny sposób uratowałem kotka! Biegnę do jego klatki, patrzę, a kotek radośnie wcina śniadanie! Do dziś nie potrafię wyjaśnić, jak to się stało. Silna trucizna okazała się również odtrutką? Nie wiem. Mówi się, że koty mają dziewięć żyć, może temu zostało podarowane jeszcze jedno.Pomimo zawodowego profesjonalizmu wciąż bardzo mocno przeżywam, gdy zmuszony jestem poddać eutanazji kocięta...

Jakie są twoje plany na najbliższą przyszłość? Zostajesz na dłużej w Azji?
Kilka dni temu moje plany wywróciły się do góry nogami! Pierwotnie zamierzałem wrócić niedługo do Europy i wyemigrować do UK, aby zaoszczędzić na kolejną wyprawę. Jednak okazało się, że prawdopodobnie znajdę pracę na dłużej w Malezji! Więc na obecną chwilę w planach mam dwu- lub trzytygodniowy powrót do Polski. Odwiedzę rodzinę i znajomych, najem się na zapas naszych pyszności i wrócę do Malezji na kolejny rok.

Dziękuję za rozmowę!

Grzegorz Pełka – lekarz weterynarii, pasjonat zwierząt egzotycznych i podróżowania. W 2012 roku ukończył studia na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Od tego czasu podróżuje po Azji Południowo-Wschodniej; pracuje jako wolontariusz, stale kształci się w zawodzie, odkrywa świat i samego siebie.

KOCIE SPRAWY Nr 137 – Marzec 2014

Komentarze (2)
kotylda 01-12-2016 00:40:20
zgłoś do moderacji Cóż,tylko płakać się chce na los tych nieszczęsnych stworzeń!
kicia 13-01-2016 16:01:31
zgłoś do moderacji byłam u weterynarza i mój kot ma katar koci
Nie pamiętam hasła
Chcesz dołączyć do nas ? Zarejestruj się
 

Encyklopedia Ras

Kot rosyjski krótkowłosy

Elegancki, smukły, dostojny i arystokratyczny. Tak w kilku słowach można opisać kota rasy rosyjskiej krótkowłosej.
Więcej o tej rasie

Polub nas na Facebooku!

Innowacyjna gospodarka Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego