Sonda
Beata Krupianik
To nie była jej wybór, to raczej zwierzaki wybrały ją. Zrozumiała, że jeśli nie zaczniemy działać, być może następne pokolenia będą poznawały rośliny i zwierzęta dzięki filmom i internetowi - bo i książek już wtedy prawdopodobnie nie będzie. Ponieważ jednak zawsze bardziej wolała działanie od bycia biernym obserwatorem oglądającym się na innych, zaczęła działać. Jej pierwsze obserwacje zwierzaków żyjących w najbliższym otoczeniu, na osiedlu, w dzielnicy, w całym mieście uświadomiły jak bardzo nie zdawała sobie sprawy z ogromu problemów zwierząt. Przez wiele lat była przekonana, że skoro gdzieś pod blokiem ciągle widzi jakieś koty, to znaczy, że mają się one dobrze, że mają co jeść i wszystko jest ok. Szokiem była dla niej bolesna statystyka. Czy wiecie, że średnia długość wolno żyjącego miejskiego kota wynosi między 2,5 do 3,5 roku? Koty w warunkach domowych często dożywają kilkunastu lat. Przez te wszystkie lata przy sąsiednim bloku rzeczywiście widziała koty, ale nie te same. I to był wierzchołek góry lodowej, którą odkrywa do dziś.
Porady tego eksperta
Chcę mieć kota
Droga internautko, bardzo się cieszę z pytań postawionych przez Panią, bo już po ich treści odnoszę wrażenie że jest Pani osobą odpowiedzialną. Odpowiedzialność to cecha najbardziej potrzebna przy podejmowaniu decyzji o zamieszkaniu ze zwierzakiem. Jej brak najczęściej owocuje cierpieniem a i niestety zbyt często śmiercią zwierzaka. Ale może postaram się po kolei. Koty to wspaniałe zwierzęta, wyjątkowe ale w związku z tym potrzebujące wyjątkowego opiekuna. Nie da się porównać potrzeb i zachowań kota do żadnego innego zwierzaka, dlatego zanim podejmie się decyzję o zamieszkaniu z kotem, należy sobie odpowiedzieć na kilka pytań. Jeśli jest tak, że naprawdę jest Pani osobą spokojną, lubiącą ciszę to z punktu widzenia kota są to cechy bardzo pożądane. Koty bardzo źle reagują na hałas, ogólny harmider, nadmiar gwałtowności w swoim otoczeniu. Jest to szczególnie ważne w momencie przybycia kota do swojego nowego opiekuna, do nowego miejsca. Kot potrzebuje czasu, różnego czasu (czasem kilku dni a czasem tygodni) aby zadomowić się w nowym miejscu, aby uznać człowieka za swojego towarzysza, ale przy osobie spokojnej przejdzie przez to zdecydowanie łatwiej, mniej stresowo i szybciej. Bardzo często jest tak, szczególnie kiedy kot trafia do domu w którym są dzieci, że przez pierwsze dni wszyscy chcą na siłę kota głaskać, brać na ręcę, biegają za nim po mieszkaniu, ciciają, wołają, rzucają zabawki. Efekt najczęściej jest zupełnie przeciwny do oczekiwanego. Im będzie głośniej i gwałtowniej, tym bardziej nasz nowy lokator zaszyje się głębiej pod kanapą czy za szafą. Po prostu kot potrzebuje czasu na zapoznanie się z nowym miejscem i opiekunem w jego własnym indywidualnym tempie. To co warto zrobić na początek to w pierwszym dniu zanieść lub zaprowadzić kota do miejsca w którym stoi kuweta i miseczki z jedzeniem.
Z punktu widzenia człowieka, osoby ceniącej spokój, idealny porządek w mieszkaniu zamieszkanie z kotem może stanowić nie lada wyzwanie. Kiedy Pani nowy towarzysz wreszcie poczuje się u Siebie, zaprezentuje cały wachlarz typowych kocich zachowań, które niekoniecznie mogą się podobać osobie o pedantycznym usposobieniu. Zanim rozwinę ten temat chcę podkreślić, że to co opisuję poniżej nie wynika u kota z jakichkolwiek działań złośliwych, koty rzadko kiedy robią coś na złość czy z premedytacją. Po prostu, życie każdego kota to jedna wielka przygoda, to zwierzęta bardzo ciekawskie, lubiące zabawę i polowania nawet na wyimaginowanego wroga. To czyni te zwierzęta niezwykłymi i bardzo absorbującymi w znaczeniu, że bardzo często nie można oderwać oczu od ich harców. Może więc przedstawię kilka ważnych kocich cech, które pozwolą Pani na przemyślenie, czy jest Pani w stanie te cechy zaakceptować w pełni i przez całe Wasze wspólne życie.
- KOTY DRAPIĄ – drapały, drapią i będą drapać wszystko co ułatwi im złuszczenie pazurków. Dlatego z pewnością nie ominą fotela, kanapy, wykładziny, dywanu, boazerii, poduszek, koców. Generalnie długo by wymieniać – wszystko w co da się wbić pazurki. Niestety dla kota nie ma znaczenia czy obiekt do drapania kosztował Panią 100 czy 10 000zł – dla kota to po prostu obiekt do drapania. Podkreślam jednak, że to nie złośliwość kota a normalna charakterystyczna cecha gatunkowa. NIE MA SZANS na oduczenie kota drapania i już. Można jednak zmniejszyć straty odpowiednio się do tego przygotowując: kupując porządny rozbudowany drapak, który pozwoli zwierzakowi na porządną zabawę, schronienie, obserwowanie otoczenia z góry i jednoczęśnie dzięki przyjaznej, sporej powierzchni np. owiniętej w sznur lub wykładzinę pozwoli mu na wbijanie i złuszczanie pazurków. Dodatkowo można dla zachęty spryskać drapak kocią miętką. Warto też przyzwyczaić kota do systematycznego podcinania końcówek pazurków, co także uchroni wyposażenie mieszkania przed zarysowaniami.
- KOTY WSKAKUJĄ NA MEBLE – tak, bo jak każdy wie, a koty wiedzą to najlepiej po prostu Z GÓRY WIDAĆ LEPIEJ – a kiedy kontrolujemy nasze otoczenie, mamy większe poczucie bezpieczeństwa. Ponownie więc wraca kwestia porządnego wysokiego drapaka, co może zminimalizować chęć wskakiwania na inne meble, Warto jednak pamiętać, że drapak powinien być ustawiony w pomieszczeniu w którym będzie Pani najczęściej przebywać, koty bowiem to zwierzęta bardzo towarzyskie.
- KOTY A OZDOBNE BIBELOTY – cóż, koty to wyjątkowo trudny towarzysz życia dla osób których pasją jest kolekcjonowanie przeróżnych gadżetów, figurek, precjozów itp., bowiem wszystko co nada się do ewentualnego strącenia łapką z półki na 99% raczej zostanie strącone. Warto więc, chcąc dalej eksponować swoją kolekcję, zabezpieczyć ją np. wstawiając do szklanej witryny.
- KOTY A ROŚLINY - posłużę się tu fragmentem napisanego przez mnie poradnika pt. KOT czyli KTO? Czyli Jak mieć kota i nie zwariować? (wkrótce w sprzedaży)
„...Jeśli, zanim postanowiłeś zamieszkać z domowym tygrysem byłeś ogrodnikiem, albo po prostu twoją pasją są rośliny doniczkowe a mieszkanie przypomina dżunglę czekają Cię trudne chwile, bo być może nawet będziesz musiał z tej pasji zrezygnować. Jeśli jesteś kompromisowym człowiekiem, bądź przygotowany na porządny remanent w roślinach a znajomych (oczywiście tych, którzy nie mieszkają z kotami) przygotuj na dostawę roślin ozdobnych.
Oczywiście nie jest tak, że nowy mieszkaniec twojego domu, swoje pierwsze kroki skieruje w szaleńczym biegu do jednego z twoich wyjątkowo rzadkich okazów i pożre roślinę w pośpiechu. Kot to drapieżnik, mięsożerca a nie istota wege, nie mniej jednak im bardziej twoje rośliny będą wyposażone w wiszące pnącza, mini liany i smukłe liście, tym bardziej będą budziły zainteresowanie nowoprzybyłego. Przez te wszystkie lata, moim kotom udało się udowodnić teorię, że rośliny się poruszają i co gorsza to one zaczepiają pierwsze.....”
W tym miejscu powinna Pani sobie odpowiedzieć na pytanie czy Pani charakter, styl życia i usposobienie pozwoli dzielnie znieść i w pełni zaakceptować każde z powyższych zachowań. Jeśli tak, to spokojnie jest Pani osobą, która może zamieszkać z kotem pod jednym dachem.
Koty lubią towarzystwo, dlatego kiedy po całym dniu wracam do domu, wszystkie krążą wokół mnie i tylko czekają kiedy usiądę aby móc położyć się na mnie, albo blisko mnie (siłą rzeczy nie ma możliwości aby cała szóstka kotów zmieściła się na mnie w tym samym czasie). Koty zmieniają ludzi, uczą nas tolerancji, cierpliwości. Kota po prostu należy przyjąć do siebie z tzw całym dobrodziejstwem inwentarza czyli ze wszystkimi cechami jakie są charakterystyczne dla niego mając na względzie to, że zawsze będzie robił to co chce i jest dla niego wygodne a nie to co my chcemy żaby wykonywał. To jest w nich najpiękniejsze. Ponieważ jest Pani prawdopodobnie osobą pracującą, mieszkającą samodzielnie doradziłabym przemyślenie o zamieszkaniu z dwoma kotami. Jest to dla nich zdecydowanie lepsze. Koty potrzebują towarzystwa ale nawet przy bardzo dużym zaangażowaniu opiekuna, żaden człowiek nie jest w stanie zastąpić kociego towarzysza. Jest to ważne z wielu powodów. Dwa koty które wychowują się razem poza tym, że mają własne towarzystwo, potrzebują siebie do wspólnych zabaw i harców, które mają ogromny wpływ na ich samopoczucie psychiczne ale także fizyczne. Samotny kot, będzie mniej aktywny co bardzo często przyczynia się do wielu groźnych schorzeń np. otyłości, która z kolei może powodować choroby serca, cukrzyce, problemy z kręgosłupem. Dwa koty uczą się na sobie tzw. granicy między jeszcze zabawą a już bolesnym ugryzieniem. Jak wspomniałam wcześniej mieszkam z 6 kotów z których najstarsza ma skończone 11 lat. Mnie prawie każdego dnia nie ma w domu po 10-12 godzin. Dzięki wspólnym zabawom i towarzystwu żaden z moich kotów nie ma problemów z otyłością. Wszystkie, nawet najstarsza kicia jest sprawna, wciąż polująca i żwawa. Wszystkie są szczęśliwe i nie są samotne, bo nawet kiedy przychodzi czas na typową kocią drzemkę, zawsze mogą się przytulić do siebie nawzajem.
Warto też podkreślić, że koty, które mają więcej ruchu piją więcej wody co jest niezwykle ważne w utrzymaniu w dobrej kondycji nerek i całego układu moczowego.
45 m2, o których Pani wspomniała to naprawdę metraż z powodzeniem wystarczający nawet dla dwóch kotów. Co do rasy zaś jestem orędowniczką adoptowania kotów od jakiejś organizacji zajmującej się ratowaniem zwierząt. Adoptując nawet 1 kota ratuje Pani dwa życia: jednemu dając siebie, jednocześnie tworząc miejsce dla kolejnego, którego może uratować organizacja pro zwierzęca. Każdego roku setki tysięcy kotów poszukuje swojego człowieka dlatego polecam adopcję. Kupując musi Pani pamiętać, że chcąc nie chcąc przyczyni się Pani do nakręcania czysto biznesowej machiny, gdzie nie liczy się dobro zwierząt, a jedynie biznes, gdzie popyt napędza produkcję. Wszystkie moje koty to koty z największej rasy świata czyli rasy europejskiej, koty popularnie nazywane dachowcami. Wszystkim uratowałam życie, wszystkie kocham - są częścią mojego życia, są moją rodziną i nigdy żadnego z nich nie zamieniłabym na nawet najdroższą czy najmodniejszą rasę świata. Żadnego zwierzaka, podobnie jak i człowieka nie powinno się oceniać na podstawie metryki, koloru skóry czy jak w przypadku zwierząt umaszczenia. Kot ( zresztą żaden zwierzak) to nie ozdoba mieszkania, która powinna pasować do mebli czy koloru ścian – to towarzysz życia, któremu przyjmując pod swój dach mamy obowiązek zapewnić odpowiedzialną opiekę, bezpieczeństwo i miłość bo będzie zdany wyłącznie na nas.
Na koniec odniosę się jeszcze do tego, że wspomniała Pani, że mieszka w pobliżu lasu. Zapewne koty są szczęśliwsze mogąc wychodzić kiedy chcą, niestety przestrzegam przed zbyt pochopnym wypuszczaniem kota na samodzielne spacery. Nawet w Warszawie nasza fundacja każdego roku ma mnóstwo zgłoszeń do zwierząt postrzelonych dla zabawy z wiatrówki. Kot sam nie będzie szukał zwady z innymi zwierzakami jak inne koty czy psy ale często mam do czynienia z ludźmi, którzy dla chorej zabawy szczują swoje psy na koty czy ptaki. Nie rozumiem takich zachowań ale daje to do myślenia czy dając swojemu koty pozornie większą swobodę przypadkiem nie narazimy go na przykre, niebezpiecznie przygody, które mogą zagrozić jego zdrowiu a nawet życiu.
Sterylizować czy nie i dlaczego tak?
Jestem orędowniczką sterylizacji i kastracji zwierząt.
Polska kocia rzeczywistość
Wyobraź sobie, że odkąd sięgasz pamięcią Twoje życie to strach. Być może nie wiesz, że strach to strach bo jest z tobą cały czas, nie znasz innego stanu więc nie masz porównania. Takie jest po prostu Twoje życie. Czy chciałbyś tak żyć?
Gdyby to była kwestia wyboru, z pewnością takiego życia byś nie wybrał. Strach to nieodłączny element życia kotów wolno żyjących. Wyobraź sobie, że każdego dnia przynajmniej jeden ktoś przegoni Cię z miejsca w którym właśnie siedzisz. Dozorca, dzieciaki, przechodzień - zresztą nie ma znaczenia kto. Czy chciałbyś być tak ciągle przeganiany? Wyobraź sobie, że któregoś dnia okazuje się że nie możesz wyjść ze swojego mieszkania. Drzwi są zamknięte a okna mimo Twojego naporu nie ustępują. Dopóki masz pełną lodówkę ta niemożność wydaje się być do zniesienia. Myślisz sobie, że to na chwilę, że kiedy następnym razem razem spróbujesz okno lub drzwi ustąpią i wyjdziesz. Za chwilę zaczyna Cię ogarniać niepokój, a co jeśli tak się nie stanie, a co jeśli nikt Ci nie pomoże? Zaczynasz się bać, myśli pędzą jak oszalałe, denerwujesz się i zaczynasz obliczać kiedy zabraknie Ci wody i jedzenia.
Kilka lat temu w jednym z bloków na warszawskim Targówku zamknięto w piwnicy latem blisko 20 kotów, dorosłe i kocięta. Było to jedno z takich miejsc, gdzie karmicielka była prześladowana przez dozorcę i mieszkańców. Zanim jednak nadeszła pomoc i zareagowały władze kilka spośród zamkniętych zwierząt umarło z wyczerpania. Bez jedzenia przetrwać można kilka dni ale bez wody..... każdy to wie. Dowiedziałam się o tej sprawie niedługo potem kiedy zaczęłam pomagać zwierzętom jako wolontariusz. Do dziś nie mogę pojąć jak mogło do tego dojść w piwnicy bloku, w którym mieszka kilkudziesięciu lokatorów. Jak to możliwe, że wśród tylu ludzi nie znalazł się nikt, kto zechciałby pomóc tamtej karmicielce? A jednak, możliwe i co gorsza jest to częsta praktyka stosowana do dziś przez dozorców, wspólnoty, zarządców a nawet administracje. Praga, Targówek, Wola, Żoliborz …. nie ma dzielnicy w Warszawie w której nie dochodziłoby do takich sytuacji. Coś się jednak zmieniło. Dzisiaj, mamy znacznie więcej prężnie działających organizacji pro zwierzęcych, mamy Eko patrol straży miejskiej – można więc zareagować praktycznie tego samego dnia ale zawsze potrzebny jest człowiek, który zauważy taką sytuację, zareaguje i zgłosi.
Wyobraź sobie, że któregoś dnia wracasz do domu po pracy, a może po spotkaniu ze znajomymi i nie możesz wejść. Myślisz sobie to nie możliwe, mieszkam tu od zawsze, tu się wychowałem, tu mieszkali moi rodzice a przed nimi ich rodzice. Rozpaczliwie szukasz wejścia. Na próżno - drzwi zamurowane a okna zabite deskami. Nic nie rozumiesz, bo nic poza twoją sytuacją się nie zmieniło, ten sam blok, ta sama klatka i sąsiedzi. Biegasz jak oszalały szukając wejścia, to są przecież drzwi do Twojego mieszkania. Koczujesz pod drzwiami z nadzieją, że coś się zmieni ale mijają dni i tygodnie i nie zmienia się nic. Nie ma takiego tygodnia, w którym nie mielibyśmy zgłoszenia o tym jak w jednej chwili, bezdusznie i z premedytacją zamyka się dostęp do jedynego schronienia jakie mają koty. Jedna decyzja i już. I nie ma znaczenia ani ilość kocich mieszkańców w danym miejscu ani nawet to czy mają one stałą opieką jakiegoś karmiciela. Dozorcy, wspólnoty czy administracje w tym jednym przypadku działają zgodnie, szybko i bez najmniejszej próby zaofiarowania kotom choćby namiastki bezpiecznego schronienia.
Przez ostatnich kilka lat spędziłam w piwnicach warszawskich bloków i kamienic niezliczoną ilość godzin, odławiając do sterylizacji albo do leczenia setki kocich istnień. Co znalazłam w tych piwnicach? Wnyki, trutki dosypywane do jedzenia i wody a nawet ludzi, którzy przychodzili ze swoimi psami na trening zabijania piwnicznych kotów. Prawdopodobnie trudno Wam w to uwierzyć, ale taka jest prawda. Od kilku lat pisałam o sytuacji warszawskich kotów do wielu mediów: gazet, stacji radiowych i telewizyjnych. Nigdy nie dostałam żadnej odpowiedzi i żadnego, nawet najmniejszego znaku zainteresowania. Przecież one są niczyje, nikogo więc poza karmicielami, wolontariuszami i niewielką grupą zwykłych wrażliwych ludzi nie interesuje ich los. Nie jest to temat sensacyjny, nie ma tu żadnej afery, ot jakieś koty, które przecież jakoś sobie radzą. W piwnicach i pod blokami spotkałam koty z powybijanymi oczami, koty przypalane, połamane i poranione przez człowieka. Koty sparaliżowane od postrzału z wiatrówki. Spotkałam też kota, któremu ktoś życzliwy podał do zjedzenia mięso z drobnym drutem kolczastym. Nie każdego udało się uratować ale nie zapomnę żadnego z nich.
Taka jest polska kocia rzeczywistość.
Przez moje ręce przeszło znacznie ponad tysiąc wolno żyjących kotów. Z różnych miejsc Warszawy i okolic, i procent tych ewidentnie skrzywdzonych przez człowieka jest naprawdę bardzo wysoki, dlatego to o czym mówię nie jest sprawą marginalną. Reszty cierpienia i śmierci kotów dopełniają pędzący jak oszalali międzyblokowymi uliczkami kierowcy. Zresztą kierowcy to temat na inną okazję. Odkąd staram się pomagać zwierzętom wiele razy zastanawiałam się jaki naprawdę jest współczesny człowiek względem zwierząt i całego otaczającego nas środowiska?
Dziś wiem na pewno, że każdy człowiek jest taki, jaki potrafi być najgorszy, że świadectwem tego kim jesteśmy nie są wzniosłe czyny dokonywane pod wpływem chwilowego uniesienia ale te czyny, za które powinniśmy się wstydzić bo to one pokazują naszą najciemniejszą stronę. Koty wolno żyjące to cel idealny dla lokalnych bandytów, są niczyje, bezbronne i małe są szanse, że znajdzie się świadek prześladowania. To na kotach i ptakach najłatwiej wyładować agresję i zrealizować chore marzenie o posmakowaniu uczucia „jak to jest zabić żywą istotę”. Nikt poza karmicielem, opiekunem czy jakąś organizacją nie interesuje się ich losem. Jest wielu ludzi, którzy tolerują koty miejskie, ale bardzo niewielu takich, którzy spróbują coś zrobić widząc rannego, albo umierającego pod blokiem kota. A czasem wystarczy zadzwonić aby móc uratować takie cierpiące kocie istnienie.

Nasi eksperci
Beata Krupianik
Obrończyni zwierząt
Odkąd zaczęła się zajmować zwierzakami wielokrotnie słyszała pytanie -„Dlaczego właśnie one? Przecież tylu ludzi też sobie nie radzi”Dagmara Wójcik
Zoopsycholog
Zwierzęta od zawsze były jej pasją, od zamiłowania i wolontariatu w podwarszawskim Kocim Azylu w Konstancinie po pragnienie edukacji i działalności w tej dziedzinie.Maciej Stefański
Fotograf
Na Świecie Kotów znajdziecie wiele cennych porad dotyczących fotografowania kotów. W naszych konkursach będziecie mogli wygrać sesję zdjęciową Waszych zwierzaków zrobioną przez FUTROGRAFIĘ.Monika Latacz
Prawnik
Z zawodu prawniczka, z zamiłowania kociara. Prawne kruczki to dla niej nie pierwszyzna.